Tricki handlarzy – jak je rozpoznać, jak je ominąć. Odc. 3. Książka serwisowa.

0
105

Zakup używanego samochodu osobowego – najczęściej stosowane „tricki” handlarzy cz. 3.

Rynek używanych samochodów osobowych w Polsce jest bardzo bogaty. Z uwagi na dużą konkurencje na rynku, sprzedawcy pojazdów mechanicznych wyspecjalizowali się w rozmaitych „trickach”.

W wielu ogłoszeniach osób trudniących się sprzedażą pojazdów używanych możemy znaleźć hasło „posiada książkę serwisową z udokumentowaną historią przeglądów”. Otóż prawda jest taka, że obecnie takie książki można kupić na każdym serwisie aukcyjnym w tym kraju, a wyrobienie pieczątki z nazwą warsztatu czy serwisu to też jakiś wielki problem nie jest. Jak zatem radzić sobie z siła tego argumentu?

Już na etapie przeglądania ogłoszenia warto poprosić sprzedającego o nr VIN pojazdu. Wszelkie odmowy ze strony sprzedającego lub utrudnianie zdobycia tej informacji powinny dyskredytować ten pojazd w naszych planach. Widocznie sprzedający ma coś do ukrycia. W przypadku gdy mamy już nr VIN, w wyszukiwarce internetowej poszukajmy darmowej aplikacji do dekodowania numeru nadwozia. Sprawdźmy wszystkie informacje, które otrzymaliśmy po dekodowaniu nr VIN, z informacjami przedstawionym przez sprzedawcę. Wszystkie rozbieżności w informacjach powinny wzbudzać naszą uwagę. Nie dajmy się też nabrać na zagrywki w stylu „to nie moje auto, to wóz klienta, my go nie sprawdzaliśmy”. Żaden szanujący się handlarz nie pozwoli sobie na zaśmiecanie swojego placu pojazdem, którego nie sprawdził. Sprzedawcy pojazdów używanych żyją ze sprzedaży tych pojazdów, nie z przechowywania ich na placu, a każda oczywista „wtopa” szykanuje opinie komisu i utrudnia działanie komisu. Jeśli jednak macie wrażenie, że handlarz naprawdę nie sprawdził pojazdu, którym handluje, to też jakoś o nim świadczy (czytaj: zdaje się nie być specjalistą).

Jeśli mamy rzeczoną wcześniej książkę serwisową w rękach, warto przyjrzeć się podpisom w książce. Pamiętajmy, że w autoryzowanych serwisach obsługi pracuje wielu pracowników i szanse na to, że każdy przegląd obsługuje ta sama osoba są raczej mizerne. Ponadto, jeśli data ostatniego serwisu to dla przykładu 2013 rok przy przebiegu 160 000 tys. km, a obecnie (w 2016 r.) auto ma 165 tys. km przebiegu, to znaczy że albo ktoś nie pomyślał przy cofaniu licznika, albo auto z jakiegoś powodu stało przez kilka lat bez użycia. Takie auto to zawsze spore ryzyko wiążące się z możliwością poniesienia sporych nakładów finansowych.

W kolejnym artykule – naprawy blacharskie, czyli „nigdy nie bity”.

www.autotesty.net.pl/

[Głosów:0    Średnia:0/5]

ZOSTAW ODPOWIEDŹ