Polski
English
Ruskij
Deutsch
Français

 
WstępMapa 
witrynyPodsumowanie konkursuCo
dalej...?
Aleksandra Dominik
    i Małgorzata Wantke
Aleksandra Dominik
Małgorzata Wantke
Karol KrupnikKatarzyna ŁodejAnna PrzybyszMagdalena GalantMarcin MalinowskiMaria PuszczewiczNatalia Bojarska
    i Agata DachowskaAgata SitkoKatarzyna PolańskaKrzysztof DrzymalskiRafał Czaja
Anna Fiutek

Redakcja  
 
Linki  
 
Napisz  
 


tipCzy wiesz, że ...






Droga Małgorzato!

Te trzy krótkie pytania, które mi zadałaś w ostatnim liście, są wprost perfidne. W kilku słowach spytać o tę największą tajemnicę świata! To tylko Ty tak potrafisz. Podejmuję wprawdzie wyzwanie, choć na razie jedyna odpowiedź, jaka przychodzi mi do głowy, to: "nie wiem". Chcę jednak wiedzieć i zrozumieć. Tylko od czego zacząć... Albo to wszystko jest genialnie proste, albo tak niemożliwe do ogarnięcia rozumem, jak powstanie życia na Ziemi...

Przychylam się chyba jednak bardziej do pierwszego "albo". Zła nie możemy zrozumieć, bo wierzymy w istnienie dobra w ludziach. Już widzę, jak kiwasz głową i przyznajesz mi rację, bo to przecież także Twoja wiara. Nie czytałaś "Mistrza i Małgorzaty" Michaiła Bułhakowa, więc zacytuję pewien fragment rozmowy między Piłatem a Jeszuą Ha-Nocri:

Józef Szajna, Replika IV

Piłat pyta: - Powiedz mi zatem, czemu nieustannie mówisz o dobrych ludziach?
Czy nazywasz tak wszystkich ludzi?
- Wszystkich - odpowiedział więzień. - Na świecie nie ma złych ludzi.

Czy to nie piękne? Jak łatwo dać się temu oczarować, potem uwierzyć i zaufać - takie przekonanie jest podstawą wiary chrześcijańskiej - prowadzi do miłosierdzia i miłości. Czy także prowadzi do prawdy? Może raczej jest przyczyną niepotrzebnych wątpliwości, daremnych wysiłków, by owo dobro odkryć tam, gdzie po prostu go nie ma?

Znam Twoją odpowiedź - nie można zaprzepaścić żadnej duszyczki, zawsze jest jakaś minimalna szansa na powrót zbłąkanej owieczki. Tak bardzo chciałabym się z Tobą zgodzić, ale mój umysł domaga się racjonalizmu. Jeżeli "teoria dobrych ludzi" była możliwa przed Holocaustem, to późniejsze dni ją obaliły. I koniec. Dobro uległo złu, nie umiało z nim walczyć, więc przegrało, a zło triumfowało.

Powiesz: przecież Niemcy przegrały! Owszem, ale za zwycięstwo zła uważam to, że w ogóle do tej wojny doszło. To moja odpowiedź - dobro, a więc i Bóg nie są wszechmocne. Już czuję, że Twój list będzie pełen oburzenia. Ktoś tak silnie i tak pięknie wierzący w Boga nie uzna zwycięstwa zła. Czekam na Twoje argumenty.

Ola                                


Droga Olu!

Człowiek jest wolny. Sam dokonuje wyborów. Jak pokazuje historia, te jego "wolne wybory" wiele razy doprowadziły do niesprawiedliwości i niezawinionego cierpienia milionów ludzi. Stało się tak tylko dlatego, że tak chciał człowiek, który taką drogę wybrał. Drogę do władzy, sławy, pieniędzy, sukcesu...

Józef Szajna, Replika I
Nie mów, że to wina Pana Boga, że nie jest wszechmocny, że przestał kontrolować to, co sam stworzył. To nieprawda! Pan Bóg sam ograniczył swoją kontrolę nad ludźmi, dając im wolną wolę. Z miłości. Chciał, aby ludzie sami wybrali. Także Hitler i Stalin. Jednak nie pozostawił nas samych. Jest stale z nami. Działa, na ile mu pozwolimy. Trudno jest nam zrozumieć Jego zamiary. Żyjemy przecież w innym świecie niż On. Dla Boga nie ma czasu ani przestrzeni. Rozumie wszystko inaczej i wie lepiej. On obecny jest wszędzie i od Niego wszystko zależy. Był w Oświęcimiu, widział ból i poniżenie, był w radzieckich łagrach, jest teraz w Kosowie. Nigdy nie zostawi ludzi i na pewno sprawiedliwie osądzi oprawców. Jest na tyle wszechmocny, że potrafi zło przemienić w dobro, jest cierpliwy i toleruje wybory ludzi, nawet te złe. Może Bóg chce, aby doprowadziły nas do nawrócenia?

Małgorzata                                


Droga Małgosiu!

Tak jak myślałam - użyłaś argumentu, który jest dla mnie nie do przyjęcia - że nie znamy zamysłów Boga, że ich nie rozumiemy, a Bóg wie, co robi. Czy już nie lepszy jest mój argument - że Bóg, jeżeli jest, to zwyczajnie nie umie zaradzić złu w duszy człowieka? Jest wobec niego tak bezradny jak my? Patrzy z nieba na cierpiących w Kosowie i zastanawia się, kiedy świat się tak skomplikował?

Cały czas nie mogę zapomnieć tego, co mi kiedyś powiedziałaś - że gdybyśmy mieli moc Boga, to wszystko byśmy pozmieniali tak, żeby ludzie byli szczęśliwi; ale gdybyśmy posiedli Jego mądrość, zostawilibyśmy świat takim, jaki jest. Wciąż trudno mi to zrozumieć. Wydaje mi się, że naszym celem na ziemi jest dążyć do szczęścia. Owszem, zdarza się, że czasami cierpimy, ale nasze codzienne problemy są nie porównywalne do tragedii, w których ginęły bezsensownie miliony ludzi. Jak to mądrze powiedział Leszek Kołakowski: "cierpienie uszlachetnia - ale nie zawsze, nie każdego i nie każde" (cytat trochę niedokładny, z pamięci). Istnieje pewna granica bólu, poza którą człowiek traci kontrolę nad sobą. Zresztą, nie ma co się nad tym rozwodzić, obie czytałyśmy "Inny świat" Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, "Archipelag Gułag" Aleksandra Sołżenicyna czy opowiadania Tadeusza Borowskiego oraz wiele innych książek na ten temat. Wiemy, jak wyglądało życie w obozach hitlerowskich i sowieckich; wiemy też, co się dzieje w Kosowie.

Moje pytanie brzmi: dlaczego doszło do tych tragedii? Minęło kilkadziesiąt lat od tragedii Auschwitz. Powiedziano i napisano już tyle na ten temat, a nam wciąż to nie wystarcza i szukamy swojego wyjaśnienia. Po co? Może po to, by zrozumieć, jaki jest człowiek. Określić, znaleźć granice jego poświęcenia i... okrucieństwa.

Czy chcemy pamiętać o zbrodniach nazizmu i komunizmu? Nie myślę o tych, którzy przeżyli, ale o nas, prawie dwudziestoletnich. Przecież i dla mnie, i dla Ciebie to historia; dobrze, że chociaż jeszcze znana, bo dla mojej młodszej siostry nie ma żadnego znaczenia. Uczy się o tym, jak o starożytności, ale czy naprawdę wszyscy muszą interesować się Gułagiem lub pisać listy próbujące wyjaśnić, dlaczego możliwe były Auschwitz, Kołyma, dlaczego możliwe jest to, co się dzieje w Kosowie. Czas biegnie naprzód. Ludzie, którzy przeżyli sowieckie i niemieckie obozy, już umierają, przychodzą nowe pokolenia. Nie można żyć w cieniu śmierci.

To, co się wydarzyło, niczego ludzi nie nauczyło. To jest najsmutniejsze. Znasz wiersz Wisławy Szymborskiej "Nienawiść":


Mówią, że ślepa. Ślepa?
Ma bystre oczy snajpera
i śmiało patrzy w przyszłość
- ona jedna.

Niezbyt to optymistyczne, prawda? Prawdziwsze jednak od naiwnej wiary w dobro i miłość.

Wiem, znowu się ze mną nie zgodzisz. "Ostatecznie wygrywa zawsze miłość i dobro" - powiesz, uzasadniając to przykładem ojca Maksymiliana Kolbe. Owszem, bohaterstwo tego człowieka jest faktem...

Czy tak ma się dziać, żeby jedni ludzie byli nieszczęśliwi po to, by inni mogli dzięki temu okazać swoją wielkoduszność i miłosierdzie? Jeżeli tak, to w jaki sposób dokonuje się ów podział - powiedziałabym nawet - selekcja?

***

Faszyzm i komunizm to ujęte w ramy prawa (może raczej bezprawia) i usankcjonowane, legalne ZŁO, wydobyte, bardzo zresztą zręcznie, z duszy człowieka. Faszyzm rozwinął się w Niemczech i we Włoszech, krajach, które przegrały I wojnę światową. Bazował na pogardzie wobec zwycięzców, nienawiści i chęci odwetu. U Niemców zadziałała jeszcze jedna "sprężynka" w całym mechanizmie zbrodni; mówił o tym Stroop - trzeba zachować porządek i czystość rasy, a więc należy uwolnić się od tych "brudnych, zawszonych Żydów i podludzi". To przyzwolenie tysięcy Stroopów na obozy koncentracyjne, brak jakiegokolwiek sprzeciwu czy próby kwestionowania autorytetu władzy stanowi upodlenie dla mnie nie do zrozumienia. Po to, do cholery, mamy własny rozum, żeby myśleć!

O ile ideologia faszystowska jest łatwa do odrzucenia, od podstaw się z nią nie zgadzam, gorzej z komunizmem. Przyznaję z ręką na sercu, że szczerze współczuję tym, którzy z całych sił zaangażowali się w ten ruch, mający być spełnieniem ideałów wolności i równości, a wyszła z tego taka potworność. "Ideał sięgnął bruku" w sposób najstraszniejszy. Pamiętasz z lektury "Archipelagu Gułag" Aleksandra Sołżenicyna ludzi, którzy mimo że byli więzieni, prześladowani, nie przestawali być "wyznawcami" komunizmu? Jak to wytłumaczysz? Wiara silniejsza od życia...

Może gdyby to oni rządzili, inaczej wyglądałoby życie w krajach socjalistycznych. U władzy pozostawali jednak ludzie, dla których liczyła się tylko własna wygoda. Mówienie, że to przywódcy są winni, zwalnia od odpowiedzialności szarych urzędników, wykonawców, którzy podpisując wyroki śmierci, nie chcą o niczym wiedzieć - "wykonują tylko swoją pracę". Niczego chyba bardziej nie nienawidzę i nie toleruję, niż takiej postawy! Ciekawa jestem, jak oni zagłuszali swoje sumienie? Jak mogli spokojnie spać po nocach? Ci wszyscy, którzy gotowi byli donieść na przyjaciela, sąsiada, by zdobyć zaufanie i sympatię władz? Nie myślę teraz o tych, którzy zdradzali pod groźbą śmierci, swojej czy bliskich; sama nie wiem, co zrobiłabym, gdybym miała nóż na gardle. Nie chcę ich oceniać - są tak samo ofiarami systemu. Nie zrozum mnie źle - nie bronię komunizmu. Myślę tylko, że w przeciwieństwie do nazizmu, miał ideały godne zaangażowania, choć przecież obie wiemy, że rewolucja nie jest dobrym sposobem na rozwiązanie problemów. Żal mi tych, którzy uwierzyli w komunistyczną ideologię i zapragnęli zmienić świat na lepsze. Faszyzm nie powinien jednak zdobyć żadnego poparcia. Tymczasem hasło niszczenia innych narodów w imię wyższości własnego chętnie zaakceptowały całe społeczeństwa (kiedyś Niemców, dzisiaj Serbów).

Niedawno czytałam wywiad z pewną kobietą, która całe zło świata wyjaśniała w następujący sposób: wszystkiemu winni są rodzice nieodpowiednio wychowujący swoje dzieci. Dzieci, którym nie okazuje się miłości i które są regularnie bite, nawet za najmniejsze przewinienia, mają największą szansę, by wyrosnąć na tyranów, zdolnych mordować z zimną krwią. Takie podobno były metody wychowania w Niemczech przed wojną - jak najwięcej wojskowego drylu i jak najmniej czułości, czyli okazywania "słabości". To mogło spowodować, że Niemcy gotowi byli niszczyć Żydów czy ludzi innych narodowości.

Trzeba więc jak najwięcej miłości! Okazywanie uczuć nie jest żadną "słabością"! Napisz, co o tym sądzisz.

Ola                                


Droga Olu!

Tylko wiara może zrodzić w nas świadomość tego, że wojna w Kosowie jest potrzebna, aby zapanował tam pokój. W końcu to ludzie ją rozpoczęli. Wojna, jako zło, ma zaradzić złu. Paradoks. Jednak pozwólmy Bogu działać. Nie ma innej drogi do pokoju, jak tylko pełne zdanie się na Jego wolę.

Wiem, trudno to zrozumieć. Po tylu wojnach, obozach koncentracyjnych, łagrach trudno uwierzyć, że Bóg jeszcze kocha ludzi. Jednak każde przychodzące na świat dziecko, czy to w Kosowie, czy w spokojnej Francji, jest znakiem, że świat musi iść naprzód. Wiara daje pewność, że Bóg prowadzi wszystko ze swoją nieskończoną mądrością i miłością do celu. Wiara to inne widzenie świata; inne widzenie zwłaszcza tego, co trudne.

Wszystko jest więc kwestią wiary. Nie ma odpowiedzi na pytanie: "dlaczego?". Myślę, że człowiek nie potrafi tego zrozumieć. Trzeba zdać się na Boską mądrość. W końcu to jedyne oparcie.

Nie myśl przypadkiem, że w jakiś sposób usprawiedliwiam okropne zbrodnie II wojny czy postępowanie Miloszevicia, ale przecież nie możemy nic zrobić. Oprócz pomagania ofiarom i... przebaczenia katom. Możemy zaufać Temu, który nas stworzył. On doprowadzi wszystko do końca, choć działa w ukryciu. Gdyby Chrystus przyszedł na świat z całą swoją potęgą, by zlikwidować dyktatury i siłą zaprowadzić sprawiedliwość, czy nie byłby to rodzaj tyranii? Ludzie raczej obawialiby się Go, bo człowiek boi się każdej przemocy.

Tak jest lepiej. Ludzie zachowali swoją wolną wolę. To jest sprawiedliwe. Choć tym, którzy nie wierzą w mądrość i wszechmoc Boga, żyje się chyba trudniej. Nie potrafią dostrzec końca konfliktu w Kosowie, który jednak na pewno przyjdzie. A Auschwitz, Kołyma? Trzeba przebaczyć, ale nie wolno zapomnieć. Dlaczego to wszystko się wydarzyło? Nie pytajmy za dużo. Zaufajmy Nieskończonej Mądrości.

Małgorzata                                


Małgorzato!

Siedzę nad Twoim listem już od godziny i dochodzę do wniosku, że nie umiem odpowiedzieć. Nawet już nie chcę. Nie chcę zrozumieć Auschwitz - nie wiem, jak można dać się omamić takiej ideologii. Nie chcę rozumieć Kołymy - bo to usankcjonowanie ZŁA, jego zwycięstwo nad dobrem. Lekcja Kosowa zaś mówi, że historia niczego nikogo nie nauczy.

Miało się to przecież nie powtórzyć - "nigdy nie zapomnimy". Figa z makiem!

Ktoś słusznie zauważył, że wiek XX rozpoczął się na Bałkanach i tam się też kończy. Oby ten rozdział historii skończył się naprawdę i na zawsze. Proszę, nie mów, że to złudna nadzieja...

Ola                                




Kalendarium

Galeria

Wiersze