Witaj!
Skoncentruj się. Przesyłam Ci list o charakterze filozoficznym. Wytęż więc umysł.
Swoją drogą, nie zdziwię się, jeżeli z mojego listu zrobisz kulkę lub samolocik
i wyrzucisz przez okno. Wiem, że nie lubisz listów tchnących pesymizmem. A mój
taki właśnie jest.

Miałam sen. Sen straszny, który spowodował, że nieco inaczej spojrzałam na świat.
Śniło mi się, że ktoś siłą wypędza mnie z rodzinnego domu, że odrywają mnie od matki,
która płacząc, chce mnie pocałować na pożegnanie... Na pożegnanie?... A ojciec coś
głośno krzyczał, miał smutną twarz... tego smutku nie da się opisać. Wyglądał
przerażająco. W ręku trzymał niewielką czarną książeczkę... chyba Biblię.
Ktoś delikatnie położył mi rękę na ramieniu i wyszeptał ciepło moje imię.
Otworzyłam oczy i ujrzałam ukochaną twarz mamy. Nie było na niej ani śladu łez,
ani cienia smutku...
Ach, więc to tylko sen! Mama włączyła radio, bym już nie zasnęła. Robi tak
każdego ranka. W wiadomościach porannych usłyszałam o tragedii, jaka wydarzyła
się w Jugosławii. Zamarłam. Jak to możliwe? W naszych czasach, na przełomie
wieków - WOJNA?!
Nagle zdałam sobie sprawę, że właśnie śniłam o tej wojnie, która przyniosła
cierpienie tylu ludziom, tyle matek i córek rozdzieliła, może na zawsze. Poczułam,
jak po policzku spływa mi łza. Wiadomości w radio się skończyły, zaczęto nadawać
wesołą muzyczkę. Siedziałam przez chwilę w pościeli, starając się skonfrontować
doznania z mego snu i informacje ze świata o wojnie w Jugosławii.
W szkole wszystko było po staremu. Niektórzy się śmiali, niektórzy drżeli
przed zbliżającą się klasówką. Nie mogłam patrzeć na uśmiechnięte twarze kolegów
i koleżanek, obojętne na tragedię ludzi w kraju, gdzie toczy się wojna. Działo się
ze mną coś, czego nigdy dotąd nie doświadczyłam. Drżałam o losy ludzi, których
zupełnie nie znałam, a z którymi związał mnie podświadomie mój nocny koszmar.

Jak dobrze wiesz, kocham muzykę zespołu "The Doors". To właśnie po ich płytę sięgnęłam,
by polepszyć sobie nastrój. Ich utwory nawet w najtrudniejszych chwilach przynosiły
mi ukojenie. Także tym razem się nie zawiodłam. Ku oburzeniu rodziców i sąsiadów
włączyłam odtwarzacz na maksa. To mnie uspokoiło... w szczególności piosenka
"The unknown soldier". Wsłuchałam się uważnie w jej słowa. Pod koniec utworu
pojawiło się zdanie: "WAR IS OVER", które sprawiło, że coś we mnie pękło. Poczułam
ulgę; ustąpiło doznanie wewnętrznej pustki, coś wypełniło moją duszę. Zdałam sobie
sprawę, że ta wojna musi się kiedyś skończyć, a my wszyscy możemy ten koniec
przybliżyć. Możemy pomagać uchodźcom, wpłacając nawet drobne kwoty na konto organizacji
charytatywnych. Możemy się także modlić za ofiary wojny. Do tej pory nie modliłam
się zbyt często, jednak teraz modlę się długo i gorąco. Myślę, że w tak trudnej
sytuacji nikt nie może pomóc tak bardzo jak Bóg.
Widzisz więc, jak wojna zmienia ludzi. Nie tylko tych, którzy biorą w niej
czynny udział lub są jej ofiarami, ale także obserwatorów, śledzących - tak jak
ja - wydarzenia z innego kraju. Dzięki przemyśleniom i modlitwom stałam się
wrażliwsza na krzywdę innych. Teraz częściej zadaję sobie pytanie: DLACZEGO?
Dlaczego tyle ludzi ginie, cierpi i głoduje? Dlaczego bliskie sobie osoby muszą
się rozstać? Dlaczego wypędza się ludzi z ich ojczystego kraju? Dlaczego nasza
cywilizacja nie może znaleźć antidotum na wszystkie wojny i katastrofy? Czy
sporów między państwami nie można rozwiązywać inaczej niż tragiczną w skutkach wojną?
Wybacz mi tak ponury charakter listu.
Napisz, co sądzisz na ten temat.
Pozdrawiam Cię gorąco
Kaśka